Specjalizacja po reformie
Rozmawiała J. Sikorzanka
prof. dr hab. Bogdan Chazan jest przewodniczącym zespołu ekspertów, którzy opracowali nowy program specjalizacji z położnictwa i ginekologii
JS: Panie Profesorze, jest Pan krajowym specjalistą w dziedzinie położnictwa i ginekologii, członkiem Rady Specjalizacji Lekarskich, a także współtwórcą nowego programu specjalizacji z tej gałęzi medycyny. Jak by Pan scharakteryzował ten nowy tryb szkolenia lekarzy ginekologów?
BC: Program specjalizacji został opracowany przez zespół ekspertów powołanych przez Ministerstwo Zdrowia, zespół ten działał pod moim kierunkiem. Ta sama grupa ekspertów, która przygotowywała program specjalizacji, opiniowała także wnioski ośrodków ubiegających się o możliwość specjalizowania lekarzy. po rozpatrzeniu tych wniosków i uzyskaniu opinii specjalistów regionalnych przesłaliśmy je do Ministerstwa Zdrowia. Na tej podstawie Ministerstwo przydzieliło odpowiednią liczbę miejsc specjalizacyjnych dla województw, z podziałem na poszczególne jednostki organizacyjne.
Jednak lista ta nie jest i nigdy nie będzie listą ostateczną. W najbliższym czasie znów zbierze się komisja ekspertów, żeby opiniować kolejne wnioski, m.in. szpitali PKP i MSW, a także ośrodków, które składają odwołania od negatywnych decyzji i nowe wnioski.
JS: Czy Pan Profesor mógłby udostępnić nam tę listę akredytowanych ośrodków do publikacji?
BC: Proszę zwrócić się w tej sprawie do Ministerstwa Zdrowia, które zleciło opracowanie takiej listy. Ja odpowiadam natomiast jedynie na indywidualne zapytania w tej sprawie.
Jeżeli chodzi o kryteria oceny szpitali, to miejsca przyznano tylko tym ośrodkom, które mają wystarczającą kadrę, sprzęt oraz liczbę wykonywanych zabiegów, tak aby zrealizować program specjalizacji, zapewnić szkolącym się odpowiedni materiał kliniczny, odpowiednie procedury do wykonania. Takie miejsce specjalizacyjne jest zajęte przez szkolącego się lekarza przez 6, albo 4 lata. Specjaliści regionalni oceniając zapotrzebowanie swojego rejonu byli tego świadomi. Jednak dużą część z tych miejsc zajęli już w pierwszym rzucie. Liczba tych miejsc nie jest zresztą ostatecznie ustalona i będzie w rozsądnych granicach modyfikowana.
Specjaliści regionalni ocenili, że liczba lekarzy ginekologów – ogólnie rzecz biorąc – jest wystarczająca. Nadprodukcja specjalistów nie miałaby sensu. I dlatego w tym roku dla ginekologów nie było sesji 15. maja (terminy składania dokumentów dla kandydatów to 15. maja i 15. grudnia).
Najbardziej przyszłościowy i moim zdaniem idealny jest system rezydencki i on dominuje, np. w przypadku szkolenia lekarzy rodzinnych – połowa miejsc rezydenckich była przeznaczona dla tej specjalności. Rezydenci mają być w przyszłości specjalistami najwyższej klasy. Także ich pensje będą wyższe niż przeciętne. Dzięki temu taki lekarz będzie mobilny, będzie mógł, mając etat w kieszeni, przenieść się do odległego nawet ośrodka, bo tam np. prowadzone będą prace nad interesującą go kwestią.
JS: Ile miejsc rezydenckich przyznano w dziedzinie położnictwa i ginekologii?
BC: W całej Polsce łącznie jest 38 etatów. Dla porównania powiem, że lekarze rodzinni dostali około 500.
JS: A jaka jest w Polsce ogólna liczba miejsc specjalizacyjnych z ginekologii?
BC: 395 plus jeszcze 20-30.
JS: Dla kogo są przeznaczone te dodatkowe miejsca?
BC: Dla nie uwzględnionych jeszcze ośrodków – chodzi głównie o kolej, MSW i wojsko.
JS: Czy ośrodki, które dostały akredytację będą otrzymywały w związku z tym jakieś fundusze?
BC: Tak, kierownicy specjalizacji mają dostawać pewne kwoty. Poza tym osoba, która przyjdzie z etatem rezydenckim, przyjdzie z własną pensją, a więc nie będzie obciążać budżetu ośrodka.
JS: Dlaczego nowy tryb specjalizacji ma być lepszy od dotychczasowego? Dzięki czemu mamy uzyskać lepszych specjalistów, którzy by odpowiadali również wymogom Unii Europejskiej i byli konkurencyjni dla swoich kolegów w innych krajach?
BC: Nowy program specjalizacji ma na celu wyszkolenie lekarzy nie tylko w sensie praktycznym, ale także wyrobienie w nich odpowiedniej postawy wobec osoby chorej, wrażliwości na cierpienie, umiejętności właściwego sposobu komunikowania się z pacjentką, przekazywania rzetelnych, wyważonych informacji. Jeżeli chodzi o zakres wiedzy, a także sposób jej nabywania i sprawdzania staraliśmy się dostosować polski program specjalizacji do wymogów Unii Europejskiej – aby lekarz ginekolog, wyszkolony wg naszego programu miał porównywalną wiedzę i umiejętności ze swoim kolegą z Zachodu.
Liczba specjalistów będzie dostosowana do realnych potrzeb. Nie będzie już takich sytuacji, że w jakimś szpitalu szkoli się 3 ginekologów na etacie i jeszcze ośmiu wolontariuszy i nie ma dla nich materiału do kształcenia się. Trudno oczekiwać, że lekarze szkolący się takim trybem będą kiedyś pełnej klasy specjalistami.
JS: Czy Pan Profesor zechciałby przybliżyć naszym czytelnikom szczegóły dotyczące samego przebiegu specjalizacji, jakie kryteria musi spełniać lekarz, by uzyskać tytuł specjalisty?
BC: Zakres wiedzy i umiejętności szkolących się koleżanek i kolegów został dokładnie określony. Ustalono, będącą podstawą ich umiejętności, liczbę i rodzaj obowiązkowych procedur, wymaganych do uzyskania tytułu specjalisty. Określono także terminy i zakres kolokwiów sprawdzających. Szkolący się lekarz po pierwszym roku będzie oceniany przez swojego kierownika specjalizacji i jeżeli nie rokuje postępu, powinien w porę zrezygnować. Być może trzeba będzie zastanowić się nad dalszą akredytacją tych ośrodków, w których duża liczba osób nie będzie w terminie uzyskiwała tytułu. Ustawa określa również uprawnienia specjalistów wojewódzkich, którzy będą nadzorować proces specjalizowania się na swoim terenie.
JS: Jak ma wyglądać praktyczny egzamin końcowy?
BC: Ta kwestia była dość kontrowersyjna – mnie się wydawało, że egzamin praktyczny nie powinien polegać na wykonywaniu zabiegu operacyjnego, że byłoby to nie w porządku wobec pacjentki, która byłaby tym przedmiotem egzaminu. Musiałaby ona wyrazić na to zgodę. Chirurdzy zrezygnowali z operacji jako formy egzaminu. Ja byłem także przeciwny, ale zostałem przegłosowany.
JS: Jak Pan ocenia ten nowy program kształcenia po pierwszych kilku miesiącach jego funkcjonowania?
BC: Korzystne jest to, że specjalność zaczęła się cenić, że trudno jest do niej wejść. Powoduje to oczywiście szereg frustracji, zwłaszcza młodych kolegów, którzy widzą, że ich plany życiowe nie mogą być zrealizowane. Niektórzy twierdzą, że jest to wbrew Konstytucji. Wielu po pierwszym niepowodzeniu na egzaminie odejdzie od zawodu. Ale takie są prawa rynku i tak jest na świecie, że wcale nie łatwo jest rozpocząć studia specjalizacyjne.
Trudności mogą mieć koledzy i koleżanki zatrudnieni w szpitalach, które nie otrzymały prawa specjalizowania. Nie można przecież powierzać tych studiów ordynatorom bardzo małych szpitali, bo oni nie będą mieli możliwości, aby wypełnić program specjalizacyjny. Jednak sądzimy, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby małe szpitale występowały o t.zw. częściową akredytację. Jeden szpital ma więcej porodów, inny, leżący obok – więcej operacji ginekologicznych. Pojedynczo ich potencjał jest zbyt mały, aby prowadzić studia specjalizacyjne, ale jeśli połączą się w jedno „konsorcjum” – być może będzie to możliwe.
Otrzymuję też dużo skarg dotyczących przebiegu procesu specjalizacji. Niektóre z nich wymagają szczegółowej analizy. Tak już jest, że w tych sprawach powinniśmy być poza wszelkim podejrzeniem. Chodzi bowiem o bardzo wysoką stawkę – szansę na karierę w wybranym zawodzie.
Chciałbym jeszcze wspomnieć o kłopotach z testem i kursem atestacyjnym, dotyczy to osób szkolących się starym systemem. Uważam, że taki kurs nie powinien odbywać się bezpośrednio przed egzaminem. Ten okres moim zdaniem powinien być przeznaczony na spokojną i efektywną naukę. Lekarze, którzy przyjeżdżają do Warszawy tuż przed egzaminem są zmęczeni, zestresowani, jest ich sto kilkadziesiąt osób. Taka atmosfera nie nastraja dobrze do nauki. Sądzę, że kurs może i powinien spełnić rolę repetytorium, ale nie w ostatniej chwili, tylko np. na pół roku przed egzaminem. Ponadto uważam, że takie kursy mogą być prowadzone w akademiach medycznych. W ramach nowego programu specjalizacji kursy będą przecież prowadzone w wielu miejscach w Polsce, będą to kursy różnego rodzaju, program zawiera 11 kursów w ciągu 6 lat (atestacyjnego już nie ma), będzie też sporo staży kierunkowych.
W przypadku kolegów kształcących się starym systemem sporna jest też kwestia pytań egzaminacyjnych na teście. Idealnie byłoby, gdybyśmy przygotowali np. 3000 pytań testowych i opublikowali je – wtedy wszystko byłoby jasne. Jeszcze teraz wpływają skargi dotyczące egzaminów testowych, powoływane są zespoły ekspertów do zbadania, czy pytania były właściwe, czy nie.
Wszystkie te problemy i wszystkie pretensje są naturalnym zjawiskiem, każda reforma ma swoich przeciwników i zwolenników, każda też wymaga czasu, który pokazuje jej mocne i słabsze strony, każdy ma prawo oceniać jej funkcjonowanie – takie są zasady demokracji.
Najważniejsza jest moim zdaniem sprawa jasności i przejrzystości systemu kwalifikacyjnego, która pozwoli unikać jakichś nieporozumień, które mogą stać się potem przedmiotem mniej lub bardziej uzasadnionych interwencji.
Zarówno ci, którzy chcą być ginekologami jak i ci, którzy będą kierownikami specjalizacji, powinni do swoich obowiązków podejść w poważny, odpowiedzialny sposób, abyśmy nie spowodowali tego, że poważne sprawy staną się fikcją, że furtki będą zbyt szeroko otwarte. Nie leży przecież w naszym interesie, by kadry naszych położników i ginekologów nie reprezentowały odpowiedniego poziomu, a już w żadnym razie nie jest to w interesie naszych pacjentek.
Jeszcze o jednej sprawie chciałbym powiedzieć. Ministerstwo Zdrowia ograniczyło liczbę dyscyplin medycznych ze stu kilkudziesięciu do czterdziestu kilku. Obecnie znów są tendencje, żeby powiększać tę liczbę, żeby np. kardiologia pediatryczna czy torakochirurgia były znowu uznane za odrębne dyscypliny medyczne. W Radzie Specjalizacji Lekarskich toczą się na ten temat gorące dyskusje.
Zwróciłem się w tej sprawie do autorytetów medycznych w naszej specjalności, a także do towarzystw naukowych i proszę sobie wyobrazić, że większość osób opowiedziała się jednak za integralnością naszej specjalności. Za tym, żeby pozostało „położnictwo i ginekologia”, żeby nie dzielić tej wiedzy, żeby nie dzielić kobiety i jej problemów. Natomiast, jeżeli ktoś zdobędzie w przyszłości szczególne umiejętności w jakiejś specyficznej części naszej ogólnej specjalności, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby nasze towarzystwo nie przyznało jakiegoś certyfikatu, który by potwierdził nieprzeciętną, wyjątkową wiedzę i umiejętności w jakimś wąskim zakresie.
JS: Dziękuję bardzo za rozmowę.
BC: Mnie było bardzo miło i myślę, że to jest bardzo ważny temat, który na pewno wiele osób interesuje. Bardzo dobrze, że Wiadomości Położniczo-Ginekologiczne podejmują takie problemy.
