powrót do spisu treści

powrót do listy numerów archiwalnych

powrót do strony głównej



Wywiad z dr n. med. Januszem Kasiną, ginekologiem i położnikiem praktykującym w Szwecji


Korespondencja dr Doroty Religi ze Szwecji

DR: W jaki sposób polski ginekolog zostaje ginekologiem w Szwecji?

JK: Opowiem na własnym przykładzie. Przyjechałem do Szwecji 12 lat temu. Skończyłem studia i specjalizację w Polsce, tam też obroniłem doktorat i zdałem amerykańską nostryfikację ECFMG. Gdy zacząłem starać się o pracę w Szwecji, najpierw musiałem w sposób wystarczający opanować język. Na początku były kursy języka szwedzkiego dla imigrantów, potem zaczęła się nauka języka medycznego. Całość nauki trwała ponad rok, następnie trzeba było potwierdzić dostateczną znajomość języka medycznego odpowiednim egzaminem. Wreszcie rozpocząłem pracę w szpitalu. Przez pierwszych sześć miesięcy odbywałem, podobnie jak inni wyszkoleni za granicą lekarze staż, w trakcie którego szef obserwował i oceniał moje przygotowanie teoretyczne i praktyczne, a następnie pisał opinię, którą przesyłał do tutejszego ministerstwa zdrowia. Generalnie podejście do nowoprzybyłych lekarzy z Polski jest po pierwsze życzliwe, po drugie indywidualne. Praktycznie wszyscy ginekolodzy z Polski muszą dodatkowo kilka miesięcy pracować na anestezjologii, ponieważ tutaj w trakcie specjalizacji z zakresu ginekologii anestezjologia zajmuje pół roku, a w polskim systemie kształcenia - krócej. Ja miałem zrobiony w kraju drugi stopień specjalizacji z ginekologii i położnictwa oraz pierwszy stopień specjalizacji z anestezjologii. Korzystna opinia szefa po zakończeniu mojego stażu sprawiła, że nie musiałem niczego uzupełniać Jeśli opinia szefa po 6-miesięcznym stażu jest nie najlepsza, to trzeba dorobić cały szereg kursów uzupełniających. Zdarza się, że nie można kontynuować pracy w tej samej specjalizacji. Na koniec obowiązkowe było jeszcze przeszkolenie z orzecznictwa medycznego, dopiero potem dostałem legitymację lekarską. W miesiąc po uzyskaniu legitymacji dostałem dyplom specjalisty.

DR: Czy w Szwecji uznawany jest tylko drugi stopień naszej specjalizacji z ginekologii i położnictwa?

JK: Praktycznie tak. Polski lekarz z drugim stopniem specjalizacji, po pomyślnym przejściu stażu, zazwyczaj po niewielkim uzupełnieniu przeszkolenia i kilku kursach uzupełniających zostaje uznany za specjalistę. Po pierwszym stopniu polskiej specjalizacji zalicza się część kursów i przeszkolenia odbytego w Polsce, ale praktycznie to wygląda w ten sposób, że trzeba zrobić specjalizację od początku.

Jeśli lekarz przyjedzie do Szwecji zaraz po studiach, to musi zdać kilka podstawowych egzaminów z programu studiów po szwedzku. Jeśli przyjedzie po stażu, nie zdaje tych egzaminów, ale musi powtórzyć staż w wymiarze osiemnastu miesięcy i potem zdawać egzamin, który kończy staż.

DR: Ile czasu zajmuje uzyskanie szwedzkiego prawa wykonywania zawodu lekarza ginekologa dla lekarza z drugim stopniem specjalizacji?

JK:  Minimum dwa lata. Praktycznie to będzie koło trzech. Pierwszy rok - półtora roku to wyłącznie nauka języka. Potem półroczny staż, jakieś kursy uzupełniające i kurs z orzecznictwa. Obecnie praktycznie przed rozpoczęciem drogi zawodowej w Szwecji do pokonania są dwie przeszkody – uzyskanie prawa do pobytu i pracy w Szwecji oraz zapewnienie sobie środków utrzymania w czasie nauki szwedzkiego. Nauka języka jest, o ile ma się prawo pobytu w Szwecji, nieodpłatna.

DR: Ile wynoszą zarobki lekarza ginekologa w porównaniu z innymi specjalistami?

JK: Zasadniczo wszyscy lekarze, niezależnie od specjalizacji, a w zależności od zaawansowania zawodowego mają zbliżone zarobki. Z reguły im dalej od klinik uniwersyteckich i dużych miast, tym więcej się zarabia. Ogólnie rzecz biorąc lekarz po skończeniu studiów, na stażu podyplomowym, zarabia ok. 19000 koron przed podatkiem. Po odbyciu 18-miesięcznego stażu podyplomowego i otrzymaniu legitymacji lekarskiej zarobki wzrastają o 3-4000. Specjaliści, w tym ginekolodzy i położnicy zarabiają po specjalizacji o następne 3-4 tysiące koron więcej. Docelowo, po wielu latach pracy, zarobki wzrastają do ok. 30 - 45 000 koron brutto na miesiąc. Do tego dochodzi wynagrodzenie za dyżury i dodatki funkcyjne. W pojedynczych przypadkach pensje doświadczonych specjalistów pracujących na północy Szwecji lub prowadzących duże praktyki prywatne są nawet dwukrotnie wyższe.

Podatki, w zależności od wysokości dochodów są na poziomie 30-50%.

DR: Jak wygląda cała organizacja służby zdrowia w Szwecji? W jakiej części służba zdrowia jest państwowa, w jakiej prywatna?

JK: Każdy z dwudziestu pięciu landstingów czyli województw, na które podzielona jest Szwecja ma obowiązek zapewnić opiekę zdrowotną swoim mieszkańcom. Odbywa się to poprzez system lecznictwa zamkniętego i otwartego. Są 3 systemy organizacji i finansowania służby zdrowia – pierwszy to całkowicie publiczny, gdzie się jest zatrudnionym przez landsting, dostaje się pensję, a zadania wyznaczone są przez szefa kliniki. Drugi system to system nazywany tutaj prywatnym, choć to nie jest właściwe określenie, jako że w tym systemie ma się jednak umowę z landstingiem na wykonywanie usług lekarskich, a wynagrodzenie zależy od ilości wizyt pacjentów. Marginesem jest służba zdrowia całkowicie i prawdziwie prywatna, gdzie wyłącznie pacjent płaci lekarzowi za poradę, a wszystkie badania wykonywane są też na koszt pacjenta.


Dr Dorota Religa i dr Janusz Kasina

Większość szpitali jest całkowicie państwowa. Lecznictwo otwarte w ginekologii to głównie przychodnie całkowicie publiczne. Część z lekarzy, pracujących indywidualnie lub w grupach, na mocy umowy z landstingiem dostaje wynagrodzenie zarówno od pacjenta, jak i z landstingu. Większą część należności za wizytę pokrywa landsting. Od paru lat nie można już jednak zakładać prywatnych grup lekarskich ani indywidualnych gabinetów, bo landsting nie podpisuje z nimi nowych umów.

Lekarzowi pracującemu w szpitalu nie wolno pracować prywatnie i na odwrót - lekarz pracujący poza szpitalem nie może pracować w szpitalu.

DR: Ile wynoszą nakłady na służbę zdrowia i ile płaci pacjentka przy okazji korzystania z porad ginekologa?

JK: Sama składka na ubezpieczenie zdrowotne wynosi 8,5% pensji. Każda wizyta i zabieg w przychodni, czy w tej prywatnej praktyce ginekologicznej kosztuje pacjentkę 120 koron, niezależnie od tego, co wchodzi w zakres wizyty. Resztę dopłaca landsting. Pacjentka jednak płaci maksymalnie 900 koron rocznie. Po przekroczeniu tej kwoty otrzymuje się kartę bezpłatnej opieki medycznej.

DR: Jak jest różnica pomiędzy zakresem obowiązków i pracą ginekologa i położnika w Szwecji a w Polsce?

JK: Różnice dotyczą głównie pracy położnika. Praktycznie wiele jego funkcji przejęły tu położne, zarówno w prowadzeniu opieki przedporodowej, jak i samego porodu. W szwedzkich szpitalach jest mniej położników i praktycznie nie zajmują się oni fizjologicznymi porodami. Podczas raportu położne zdają relację ze stanu pacjentki, płodu i przebiegu porodu. Lekarz ewentualnie doradza i pojawia się tylko w momencie komplikacji. W Polsce lekarz położnik z reguły jest obecny przy porodzie. Jeżeli nawet nie zawsze tak jest, to ma on jednak kontakt z pacjentką przed rozwiązaniem. Tutaj, o ile poród przebiega fizjologicznie, zajmuje się nim tylko położna. W razie komplikacji wzywany jest lekarz. W Szwecji częściej problemem jest fakt, ze młodzi położnicy, nie mając okazji do brania udziału w wielu porodach mają większe trudności, niż ich koledzy w Polsce w rozpoznaniu granicy między fizjologią, a patologią. Równocześnie jednak trzeba podkreślić, ze położne są dobrze wyszkolone, a odpowiedzialność za komplikacje okołoporodowe spada na tę osobę, która zajmuje się rodzącą. Innymi słowy, jeżeli doszło do komplikacji, a lekarz nie został na czas wezwany, odpowiada położna. Prawdę mówiąc, szczególnie na początku mojej pracy w Szwecji, wiele zyskałem na różnicy między Polską a Szwecją w podejściu do roli położnika na sali porodowej. Dzięki moim nauczycielom położnictwa – dr Wardasowi i dr Bazińskiemu z Myślenic oraz dr Czarnikowi z Krakowa, a także tysiącom godzin spędzonych na sali porodowej mogłem lepiej od wielu moich nowych kolegów przewidywać przebieg porodu i możliwość wystąpienia komplikacji oraz sprawniej operować. Było to zauważone i zostało zresztą uwieńczone petycją podpisaną przez 60 osób spośród personelu oddziału porodowego, w której zawarto propozycję, abym został szefem oddziału. Oczywiście nic z tego nie wyszło, było to zaledwie 3 lata po rozpoczęciu przeze mnie pracy w Szwecji.

Jeśli chodzi o pracę ginekologa, to rola lekarza jest taka sama, jak w Polsce. Trochę inaczej wygląda jedynie praca na sali operacyjnej, gdzie lekarz ginekolog najczęściej sam operuje. Asystuje mu zazwyczaj pielęgniarka lub położna. Innym charakterystycznym aspektem pracy jest jej dobre zaplanowanie. Każde piętnaście minut dnia od godziny 8 do 17 jest zaplanowane, działa się według z góry ustalonego rozkładu zajęć. Na prawie każdą ewentualność przygotowany jest PM (pro memoriam) – szczegółowy, praktyczny opis działania w danym przypadku. Zawarte w nim jest dostosowanie ogólnie znanych reguł do warunków miejscowych – w razie komplikacji podaj taki lek, w takiej dawce, dzwoń na podany numer telefonu, itd. Ułatwia to bardzo działanie w nagłych sytuacjach. Dzięki temu też postępowanie opiera się na wypróbowanych i dobrze przedyskutowanych schematach, a miejsce na stwierdzenie ”nie, ja to zrobię po swojemu” jest ograniczone.

W dużym szpitalu, w którym odbywa się ok. 3000 porodów i jest kilka oddziałów ginekologicznych, na dyżurze pozostaje jeden, czasem dwóch lekarzy, z tego zazwyczaj ten drugi w trakcie kształcenia. Z dyżuru pod telefonem starsi koledzy wzywani są sporadycznie, może raz na miesiąc.

Prawie wszystkie badania odbywają się ambulatoryjnie, pacjentka przychodzi w dniu operacji, wychodzi najczęściej w 3.-4. dobie po operacji. Pacjentki z ciążą zagrożoną zatrzymuje się na obserwacji w szpitalu jedynie w wyjątkowych przypadkach.

DR: Czy lekarzy praktykujących w Szwecji obowiązuje jakaś forma kształcenia ustawicznego (tak jak amerykańskie CME czyli continuous medical education), jak to jest rozliczane i jakie są ewentualne konsekwencje jej zaprzestania?

JK: Nie ma takiego formalnego obowiązku, ale każdy szwedzki lekarz kształci się, jeździ na kursy, kongresy i konferencje. Każdy szpital ma fundusze przeznaczone na ten cel. Raz do roku wysyła się do landstingu sprawozdanie, w którym zawarte są informacje o tym, ilu pacjentów lekarz będący na umowie przyjął, jak dużo czasu poświęcił na własną edukację, jakie jest wyposażenie jego gabinetu. Nie ma potrzeby pisania, w jakich kursach czy sympozjach uczestniczył, ani przesyłania żadnych zaświadczeń potwierdzających prawdziwość sprawozdania.

DR: Ilu jest lekarzy polskiego pochodzenia w Szwecji?

JK: W Szwecji mieszka około 600 lekarzy polskiego pochodzenia. Od 8 lat funkcjonuje zorganizowany przez nas Polski Związek Medyczny w Szwecji, który ma ok. 400 członków. Spośród nich ok. 150 osób płaci regularnie składki i pojawia się na zebraniach. W chwili obecnej nie napływają już tak licznie lekarze z Polski. Wraz ze zbliżaniem się Polski do Unii Europejskiej zacierają się powoli różnice polityczne i ekonomiczne, stad atrakcyjność wyjazdów za granicę, jak sadzę, zmniejsza się. Za kilka lat, po przystąpieniu Polski do Unii, będzie się można spodziewać nowej fali migracji lekarzy, głównie z Polski do Szwecji, ale z czasem na pewno też i w odwrotnym kierunku.

DR: Dziękuję za rozmowę.


powrót do spisu treści

powrót do listy numerów archiwalnych

powrót do strony głównej