Oczami kolegów z zagranicy

Temat wiodący: niechlujstwo

korespondencja-wywiad ze Szwecji

Przygotowała dr Dorota Religa

Szwedzki system pracy nazywany jest kobiecym, tzn. opiera się raczej na wzajemnej współpracy i dobrych relacjach w grupie niż konkurencji. W sposobie pracy mało jest rywalizacji pomiędzy poszczególnymi osobami, czy grupami zawodowymi. Sprzyja to wytworzeniu dobrej atmosfery w zespole lekarsko-pielegniarskim, który sprawuje całościową opiekę nad pacjentką. Wszyscy biorą udział w poszczególnych etapach leczenia i starają się budować pozytywny obraz zespołu, jako całości. Często pierwszą osobą, z którą się styka chora pacjentka jest pielęgniarka lub położna. Dopiero później pacjentka poznaje swojego lekarza. Nie ma ścisłej hierarchii pomiędzy lekarzami a pielęgniarkami, co przekłada się na stosunki miedzy nimi. Lekarze są zobowiązani do wysłuchania uwag pielęgniarek. W Szwecji wysoką wartość ma pojęcie unifikacji. Stąd standardy opieki ginekologiczno-położniczej są bardzo podobne, niezależnie od wielkości czy referencyjności szpitala czy przychodni. Standardy są jednakowe także w zakresie relacji lekarz-pacjent. Każda pacjentka wie zatem, czego się po wizycie spodziewać i czego może wymagać od zespołu prowadzącego.

Kristina Ericsson jest szwedzką lekarką, która rozpoczęła specjalizację w dziedzinie ginekologii w szpitalu uniwersyteckim w Huddinge pod Sztokholmem. Pierwsze trzy lata studiowała medycynę w Polsce. Potem powróciła do Sztokholmu, by kontynuować naukę. Matka Kristiny jest pochodzenia polskiego. Według Kristiny pewne zachowania w stosunku do pacjentek wynosi się z pierwszych kontaktów klinicznych, już na trzecim czy czwartym roku studiów. W Polsce – mówi doktor Eriksson – bardzo mnie raził widok profesora, który objaśnia coś studentom traktując chorego człowieka przedmiotowo. Ginekologia jest szczególną specjalizacją, gdyż pacjentka jest całkowicie obnażona do badania. Tutaj powinno się wymagać większej intymności – kontynuuje – należy starać się stworzyć dobre warunki do badania, izolując pacjentkę od innych osób. Dodatkową sprawą, na którą zwróciła uwagę ta młoda szwedzka lekarka są ubiory w polskich szpitalach. Widziałam tylko szpitale akademickie, bo tam miałam zajęcia – opowiada Ericsson – i nie mogłam uwierzyć, że tyle osób nosi brudne, czasami podarte czy pogniecione fartuchy. Studenci nie mieli się gdzie przebierać, więc często i mój czysty, lecz pomięty fartuch, który musiałam nosić w plecaku nie odbiegał wówczas od polskiej normy. Ale przecież docent czy profesor mieli swoje gabinety, a i tak często ja sama myliłam z powodu wyglądu zewnętrznego kogoś z nich z salową, czy pielęgniarzem. Kolejnym problemem była higiena osobista. O ile Szwedzi nie noszą zbyt eleganckich i wyrafinowanych ubiorów, jakie się często widzi w Polsce, to zawsze są to stroje czyste. Sami też przestrzegają wymogów higieny osobistej. W Polsce nie było to takie oczywiste. Ja bym się nie pozwoliła zbadać komuś, kto ma nieobcięte, czy brudne paznokcie. Korzystałam kilka razy jako pacjentka z porad ginekologa w celu zrobienia cytologii, czy uzyskania recepty na środki antykoncepcyjne. Trafiałam na rożnych lekarzy. Nawet prywatnie nie ma gwarancji, że przyjmie cię czysty i schludnie wyglądający ginekolog. To mi się nie podobało. Oczywiście skrzywdziłabym wielu wspaniałych lekarzy z Polski robiąc takie uogólnienia. Chcę tylko podkreślić, że w Polsce nie ma standardów estetycznych w służbie zdrowia. Nikt nie zostanie upomniany czy wręcz wyrzucony z pracy tylko dlatego, że chodzi w pomiętym fartuchu lub z niemytymi włosami – kończy rozmowę Kristina.

W Szwecji stroje dla lekarzy są jednolite, dostępne w rożnych rozmiarach. Nikt nie musi nosić za małego fartucha czy podwijać rękawów. Istnieje tu konieczność, może nie obowiązek, ale zalecenie codziennej zmiany fartuchów. Możliwe jest również wzięcie prysznica w czasie pracy w razie potrzeby. Lekarze i inni pracownicy noszą identyfikatory ze zdjęciem i tytułem naukowym, bądź określeniem funkcji, jaką pełnią. Taka organizacja pracy leży w gestii pracodawcy, czyli właściciela przychodni, gabinetu lub szpitala. Pacjentki mają określone wymagania, zarówno w zakresie leczenia, jak i traktowania ich podczas wizyty. Jeśli nie zostanie spełnione któreś z ich oczekiwań, mogą zmienić placówkę. Dla tej ostatniej oznacza to zawsze stratę pewnych środków pieniężnych i utratę dobrej opinii.

Brakuje miejsc na oddziałach położniczych w Szwecji

Na podstawie: Dagens Nyheter, 7 marca 2001. Opracowała Dorota Religa

Dramatyczna sytuacja powstała na oddziałach położniczych w Sztokholmie. Szpitale są przepełnione, a nowe pacjentki są odsyłane do porodówek oddalonych o 100-200 km od miejsca zamieszkania. Na obecną sytuację złożyły się dwie przyczyny. Po pierwsze w latach wcześniejszych likwidowano miejsca na oddziałach położniczych i dziecięcych ze względu na małą liczbę porodów. Personel przekwalifikowano do opieki nad obłożnie chorymi, przydzielano im inne funkcje w szpitalach. Po drugie ostatnio duża grupa położnych zrezygnnowała z pracy w swoich macierzystych jednostkach. Powodem ich odejścia były zbyt małe pensje i zbyt duże obciążenie obowiązkami. W największym szpitalu uniwersyteckim w Huddinge pod Sztokholmem położne zażądały wynagrodzenia w wysokości 26 000 koron brutto miesięcznie (około 13 000 złotych). Gdy nie spełniono ich oczekiwań, zmieniły miejsce pracy. Wiekszość znalazła zatrudnienie w Uppsali, czy innych miastach oddalonych od stolicy 60-100 km. Kroplą, która przelała czarę było odejście 25 z 70 położnych pracujących w Södersjukhuset, szpitalu na południu miasta. Również i w tym przypadku powodem rezygnacji z pracy były zbyt niskie, zdaniem zainteresowanych położnych, zarobki.

W Szwecji opieką nad kobietą ciężarną i samym porodem zajmują się dobrze wyszkolone położne. Jest to inny system, niż w Polsce i w większości krajów europejskich. W Szwecji praktycznie nie ma lekarzy położnikow. Lekarz wykonuje jedynie cesarskie cięcie, gdy położna zaalarmuje go o konieczności operacji. Położne stanowią więc podstawę opieki położniczej i każde duże zmiany w strukturze zatrudnienia powodują dezorganizację pracy całego oddziału. Obecnie szacuje się, że brakuje 2 000 miejsc na porodówkach w stolicy Szwecji. Sytuacja ma się jeszcze pogorszyć latem, jeśli władze miasta Sztokholm nie znajdą rozwiązania. Muszą jednak reagować zdecydowanie i szybko, gdyż położne są jednomyślne i konsekwentne w swoich działaniach.

Ryc. 1
Ryc. 1.